Josh uśmiechnął się i wszedł do Nialla. Wychodząc, ze szpitala uświadomiłem sobie, że przyjechałem tu karetka i nie mam czym wrócić Nie miałem nawet pieniędzy. Wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem po mamę. Zgodziła, się po mnie przyjechać. Siedziałem przed szpitalem i rozmyślałem o tym do czego doprowadziła ta cala sytuacja i Liamem?
Dlaczego to ja nie mogłem się z nim pobić?
Dlaczego to akurat Niall musi cierpieć?
Nagle z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk klaksonu. Wchodząc do samochodu powiedziałem:
- Cześć mamo, dziękuję że po mnie przyjechałaś.
- Witaj synku, jak się czuje Niall?
- Jest wyczerpany. Mam wrażenie, ze coś go boli, ale nie chce o tym powiedzieć.
- Dlaczego tak uważasz?
- Jak spaliśmy w nocy, cały czas chwytał się za głowę tylko czemu on nie powiedział mi, ze coś go boli? Poszedłbym do lekarza albo coś.
- Zayn a możne Niall nie chce cie denerwować.
- Nie wiem mamo, ale martwię się. Czy on możne umrzeć?
- Nie, myślę ze nie. Musisz koniecznie porozmawiać z lekarzem. Zayn kochanie to jest ważne
- Wiem pojedziemy do domu, ogarnę się i wrócę do niego.
Wchodząc do domu spojrzałem na podłodze było pełno krwi, szklany stół w który Niall uderzył głową był rozbity. Zamarłem....To wszystko wróciło .. Stałem i wpatrywałem się we wszystko dość długo... Nagle mama spytała:
- Chcesz zostać sam? Czy pomóc ci posprzątać?
- Mamo dziękuję ale myślę, że dam sobie rade
- Nie ma sprawy synku. Pamiętaj ze zawsze możesz na mnie liczyć. Dzisiaj razem z Tobą odwiedzę Nialla powiedziała po czym ucałowała mnie w czubek czoła i poszła. Ja stałem nadal i nie wiedziałem za co się wsiąść. Postanowiłem że wyniosę do śmieci ten zbity stolik... Wyszedłem na dwór czułem, ze po moich policzkach płyną łzy. Usłyszałem głos .. To sąsiadka która pytała o Niall jak się czuje i co się w ogolę stało powiedziałem ze z moim przyjacielem wszystko dobrze i dziękuję za troskę. Wróciłem do domu i znowu ujrzałem krew... Udałem się do kuchni po papier i worki na śmieci zacząłem ścierać to, ale wszystko się rozmazywało nagle krzyknąłem do siebie:
- Liam nienawidzę Cie za to!
Ścierałem dalej. Tego było pełno... Wziąłem mopa i wytarłem wszystko otworzyłem okna i poszedłem wyrzuci worek... Miałem już to za sobą .. Sprzątanie zajęło mi jakieś 2 godziny... Idąc do łazienki pomyślałem, że jak Irlandczyk wyjdzie ze szpitala to zrobimy tu jakiś mały remont. Musiałem się wykapać i wycieknąłem czarne spodnie z obniżonym stanem i biały t-shirt.
Po jakiejś godzinie cały plan był wykonany. Zadzwoniłem do Nialla i spytałem czy wziąć mu jakieś rzeczy co prawda moje bo jego nie zdążyliśmy jeszcze przywieść. Po spakowaniu mu wszystkich potrzebnych rzeczy. Zamknąłem domu i udałem się do sklepu. Chodząc po miedzy regałami spotkałem Harrego który też robił zakupy dla blondyna.
- Część - powiedział loczek
- No cześć, cześć
- Jak tam Niall?
- W nocy cały czas chwytał się za głowię. Myślę, ze go boli ale nic nie mówi o tym lekarzowi... A teraz robię zakupy dla go.
- Nie za ciekawie to wygląda.Własnie tez robię dla niego. I chcemy jechać do niego wieczorem.
Chwile jeszcze pogadałem z Hazza i pożegnaliśmy się. Do wózka pakowałem wszystko to co lubił Horan. Po jakiś czasie byłem już na parkingu i pakowałem wszystko do samochodu odniosłem wózek i wsiadłem do auta jadać w stronę szpitala. Po jakiś 10 minutach byłem już na miejscu. Torba była trochę ciężka, ale nie zwracałem na to uwagi. Biegłem wręcz do sali. Kiedy otworzyłem drzwi zamarłem...
W sali nie było Niall'a a jego łóżko było pościelone. Białe prześcieradło zlewało się ze ścianami w jakiej leżał - On.... umarł? - spytałem kobiety która leżała obok....
- Nie wiem... Jak ja weszłam tutaj już nikogo nie było...
Usiadłem na łóżku na którym leżał i zacząłem płakać. Kurwa Niall nie żyje to nie możliwe. Przecież przed chwila z nim rozmawiałem....
_______________
Trochę krótki pisze co o tym myślicie :)