...Tak to była zdecydowanie długa i mecząca podroż. Jeszcze nigdy tak długo nie leciałem z Irlandii do Londynu. Po godzinie stałem już przed drzwiami moje domu. Szukając kluczy w torbie myślałem o tym co będę robił tutaj sam w Londynie. W sumie to mam tu kilku kumpli Louisa, Harrego i Josha. To dobrzy przyjaciele ale brakowało mi kogoś do kogo mógłbym się przytulic, czuć się bezpieczny i powiedzieć mu jak bardzo go kocham. Wszedłszy do domu położyłem torbę w salonie, poszedłem do kuchni aby coś zjeść. Zajrzałem do lodówki ale stwierdziłem ze jestem zbyt zmęczony żeby coś przełknąć co nigdy mi się to nie zdarzało. Poszedłem do łazienki wziąć długa relaksującą kąpiel....
Następnego dnia wstałem po godzinie 11. Poszedłem do łazienki przemyłem twarz zimna woda. Ubrałem rzeczy które wyciągnąłem wcześniej : jasno beżowe spodnie z obniżonym stanem i biały T-shirt. Zszedłem do kuchni i zabrałem się do robienia śniadanie kiedy usłyszałem telefon na wyświetlaczu pisało: Harry. Odebrałem i trochę pogadaliśmy. Umówiliśmy się na 18 pod klubem. Uszykowałem się i wyszedłem kierując się w stronę klubu. Dochodząc do umówionego miejsca zobaczyłem Harrego, który od 15 minut czekał na mnie. Po chwili podeszliśmy do baru. Zamówiliśmy drinki i chwile gadaliśmy. Kiedy moim oczom okazał się On... Istny Bóg. Mulat z idealnie ułożona fryzura i oczami mlecznej czekolady. To było dziwne ale nigdy nie zwracałem uwagi na chłopaków zawsze pociągały mnie dziewczyny... Tak mi się przynajmniej wydawało...